Piotr Mieszczak, Paralotniowy Mistrz Polski 2012 opowiada o pasji, jaką jest latanie

Opowiedz nam, jak rozpocząłeś swoją przygodę z paralotniarstwem w 1991 roku…
Ludziom bardzo często „skrzydła rosną” za sprawą rodzinnej tradycji i ich przekazu. Latający dziadkowie, ojcowie, wujowie zarażają pasją latania młodsze pokolenia, wprowadzając je w arkana poruszania się w trzech wymiarach. W moim przypadku przygoda zaczęła się zgoła inaczej, od wyrytych w mej pamięci słowach kolegi, który pierwsze kroki w tej dziedzinie miał już za sobą. „…i kiedy skręcasz, ma się wrażenie, że to świat pod tobą porusza się…” Mój 18-letni i nieskażony wówczas uprzedzeniami umysł nie mógł przejść obok tych słów obojętnie. Było już po wakacjach, ale zawalenie tygodnia w szkole było niczym w porównaniu z nowym wyzwaniem. Szybko podjęta decyzja o odbyciu kursu, a już po pierwszym locie kolejna – to jest to, chcę brnąć w to dalej.

Dlaczego wybrałeś akurat ten sport?
W tamtym czasie nie do końca patrzyłem na paralotniarstwo przez pryzmat sportu. Zresztą chyba nawet jest tak do teraz. Wracając jednak do sedna – uprawiałem w międzyczasie trochę kajakarstwo, trochę biegi narciarskie, był nawet dłuższy incydent z karate. O ile te dyscypliny jak najbardziej dawały mi satysfakcję fizyczną, uczyły pokory i cierpliwości o tyle latanie wprowadziło zupełnie inny, nowy wymiar emocji związany z obcowaniem człowieka w środowisku jakim jest powietrze. Myślę też po latach, że tym czymś co przyciągało do latania była pewnego rodzaju tajemniczość i niedostępność. Pamiętajmy, że jest rok 1991, czasy prekursorskie paralotniarstwa w Polsce, brak internetu, fachowej literatury, sprzętu, środowisko w fazie tworzenia się. Nie sposób zapomnieć także o intelektualnej stronie paralotniarstwa. Sam lot bowiem nie bazuje na sile fizycznej czy nawet kondycji w zasadniczym stopniu. W przeważającej mierze odbywa się on w głowie czyli jego przebieg lotu i jego bezpieczeństwo zależy od naszej wiedzy, intuicji, doświadczeniu, podjętych decyzji. Uważam więc, że chyba właśnie cała ta różnorodność paralotniarstwa jest odpowiedzialna za mój wybór.

Co fascynuje 
w paralotniarstwie?
A o tym można by rozprawkę napisać i w ogóle ciężko będzie określić się jednoznacznie. Na płaszczyźnie rekreacyjnego uprawiania paralotniarstwa na pewno jest to pewien rodzaj wyłączenia umysłu z koncentracji na sprawach doczesnych. Sam lot to gwarantuje, proszę mi wierzyć. Na płaszczyźnie sportowej, fascynuje mnie forma rywalizacji. Stosunkowo czysta, pozbawiona agresji, gdzie areną jest przyroda. Paralotniarstwo ma też płaszczyznę poznawczą i edukacyjną. Uprawiając je odkrywam poniekąd trochę siebie, poznaję nowe kraje, nowe miejsca, kultury, nowych ludzi. I wreszcie, co wyda się kuriozalne, tęsknota za lataniem. Polatać nie można sobie iść ot tak, jak np. pobiegać. Muszą być odpowiednie warunki atmosferyczne, czas. Często na lotny dzień trzeba czekać kilka, kilkanaście dni w naszych pogodowych realiach, a rodząca się wtedy tęsknota za lataniem staje się jego siłą napędową, natchnieniem.
Kolejną fascynującą sprawą jest prostota i niezależność od silnika, którą daje paralotnia. Wystarczy dobra pogoda i górka, a wtedy ważący 20 kg plecak zamienia się w wehikuł noszący nas po podniebnych bezdrożach. Czy to samo w sobie nie jest fascynujące, że na czymś takim możemy pokonywać setki kilometrów?

paralotnie1

Praca nad kondycją przed zawodami, to morderczy wysiłek i czas, który należy temu poświęcić. Czy możesz opowiedzieć w jaki sposób wyglądają przygotowania do sezonu?
Jak wcześniej wspomniałem, latanie paralotnią nie jest w głównej mierze oparte na tężyźnie fizycznej, zatem pojęcie morderczego wysiłku jest mi w tym kontekście obce. Niemniej jednak staram się być w dobrej formie fizycznej przez cały rok poprzez bieganie, jazdę na rowerze, basen czy jakiś trening ogólnorozwojowy. Dobra ogólna forma pozwala wygodnie i bez grymasu na twarzy odbyć kilkugodzinne loty w jednak dość ograniczonej pozycji z małą możliwością zakresu ruchowego. Poza tym idealnie komponuje się tu powiedzenie Pliniusza Młodszego „Medicus cibi, medicus sibi” (W zdrowym ciele, zdrowy duch), gdyż jak wcześniej wspomniałem, to właśnie nasza psychika decyduje w większym stopniu o przebiegu lotu. Ważnym elementem przygotowania do sezonu jest również rekonesans miejsc, w których będą się odbywać zawody. To wymaga z kolei dużego poświęcenia własnego czasu. Nawet jeśli nie zawsze możemy tego dokonać, istotnym jest, aby mieć jak najczęstszy kontakt z paralotnią i powietrzem. Budując nalot rozwijamy swoją intuicję, nabieramy pewności siebie, idziemy do przodu. Przygotowanie się natomiast do cyklicznej imprezy Red Bull X-Alps, czyli wyścigu przygodowego przez całe Alpy ze wschodu na zachód za pomocą paralotni i własnych nóg, to już zupełnie inna para kaloszy, ale też nie moja działka.

Oprócz osobistych sukcesów i tytułu Mistrza Polski 2012 jest eś instruktorem paralotniowym. Jak nauczyć kogoś latać? Jak wyglądają przygotowania?
Tak, rzeczywiście. Praca instruktora nawet absorbuje mój czas bardziej niż latanie zawodnicze. Naukę latania powinniśmy właściwie rozpocząć poprzez odbycie zorganizowanych w tym celu kursów specjalistycznych. Obecnie w Polsce jest wiele ośrodków oferujących takie szkolenia. Generalnie trzeba przejść dwa etapy, które wprowadzają nas w tajniki latania swobodnego. Wstępnie zaczyna się od nauki startów w terenie płaskim, potem pierwsze loty niskie, a w ramach etapu drugiego loty wysokie. Rzecz jasna dochodzi do tego teoria z zakresu aerodynamiki, meteorologii, prawa i przepisów, niebezpiecznych sytuacji oraz sprzętu. Po odbyciu drugiego etapu można podejść do egzaminu i już legalnie zacząć latać. Na dobrą sprawę jeśli komuś dopisuje pogoda podczas kursów, to po około 10 dniach może już posiąść podstawowe umiejętności pozwalające na latanie bez nadzoru instruktora. Taki świeży pilot oczywiście jest dość mocno narażony na popełnianie błędów i ten początkowy okres trzeba przejść ze zdwojoną uwagą.

Gdybyś miał radzić młodym ludziom, jak sprostać często niełatwym warunkom, które spotykają ich w powietrzu podczas lotu, jakie byłyby to rady?
Nic nigdy nie będzie większym sprzymierzeńcem dla nas, niż doświadczenie nabyte indywidualnie. Dlatego też widzę wielką moc w treningu naziemnym, czyli nawet prostej zabawie ze skrzydłem na ziemi. Po drugie zimna krew w sytuacjach krytycznych. Do tego potrzebny jest trening mentalny oraz świadomość własnej wiedzy. Niestety obserwuję zjawisko pewnej jakby masowości tego sportu, a co za tym idzie bardzo lakonicznego doń podejścia. Wywołuje to pewnego rodzaju patologię wśród nowych adeptów latania i w konsekwencji coraz większą wypadkowość. Doradzałbym też unikania robienia „kroków siedmiomilowych”, czyli rzucania się na zbyt głęboką wodę. Ma to w rzeczywistości przełożenie na kupno sprzętu dopasowanego do własnych umiejętności, jak i latanie w warunkach odpowiadających naszym umiejętnościom.

Co jest najtrudniejszego w tym sporcie?
Mniemam, że każdy pilot miałby na to pytanie własne zdanie, ale jak dla mnie to chyba pokonanie samego siebie. Walka z własnymi słabościami w powietrzu, strachem. Napinanie limitów czasami trochę poza granicę rozsądku. Zwłaszcza mowa tu o lataniu zawodniczym lub przelotowym na wysokim poziomie. Latanie rekreacyjne jest obarczone dużo mniejszym ryzykiem.

Jak w każdej dyscyplinie, również w paralotniarstwie zdarzą się kontuzje. Jak ich unikać?
Najbardziej narażeni na kontuzje są początkujący piloci. Nic zresztą w tym dziwnego. Minimalizacja tych kontuzji leży jednak w rękach każdego pilota z osobna. Odpowiednie obuwie wzmacniające stawy skokowe już w pewien sposób nas chroni. Wspomnę raz jeszcze o dobraniu sprzętu i warunków pod kątem swoich umiejętności. Mówi się też, że paralotniarstwo jest sportem bez limitów, czyli wiek i kondycja są bez znaczenia. Jest w tym trochę prawdy, acz nie przesadzałbym zwłaszcza, gdy mowa jest o przygotowaniu fizycznym. Zauważam podczas kursów, że jeśli już dochodzi do kontuzji, to zazwyczaj zdarzają się one osobom mało wysportowanym o siedzącym trybie pracy.

Kiedy będziesz szykował się do kolejnych lotów?
Hm, tymczasem rehabilituję swój łokieć, który ucierpiał nieco po 22 latach bezwypadkowego uprawiania paralotniarstwa. Z tego też powodu musiałem niestety odpuścić start w dwóch dość znaczących imprezach, tj. Puchar Świata w Turcji oraz Mistrzostwa Polski. Na szczęście jestem w dobrych rękach i zaoferowana mi przez Klinikę św. Łukasza profesjonalna pomoc przynosi wymierne efekty. Mam więc uzasadnioną nadzieję, że w styczniu uda mi się wystąpić w Super Finale Pucharu Świata, na który zakwalifikowałem się tuż przed wypadkiem.

Czego można życzyć 
Mistrzowi Polski?
Może odzyskania straconego tytułu, którego nie mogłem bronić z powodu kontuzji? A tak serio, to szybkiego powrotu ręki do sprawności i tylu lądowań ilu startów.
Tego Ci życzymy i dziękujemy za rozmowę.

Podobne Posty