Wywiad z reżyserem 
Clintem Eastwoodem oraz odtwórcą roli głównej w „Snajperze” 
Bradley’em Cooperem 
z okazji premiery filmu na Blu-ray i DVD

Co szczególnie zainteresowało Was w historii Chrisa Kyle’a, że postanowiliście ją przenieść na ekran?

BRADLEY COOPER:  Spodobało mi się szczególnie, że to nie jest film tylko o wojnie, ale przede wszystkim studium postaci Chrisa Kyle’a. Jego historia pokazuje przez co muszą przejść weterani po powrocie z wojny. Przekonał mnie pomysł, aby pokazać w jaki sposób Chris radził sobie z trudną sytuacją po powrocie do życia rodzinnego. To podobne do tego co przeżywają nasi żołnierze.

CLINT EASTWOOD: Kiedy studio Warner Bros. zaproponowało mi, abym zajął się reżyserią „Snajpera”, akurat byłem w trakcie realizacji innego projektu. Przeczytałem wtedy jednak książkę, na bazie której powstał film. Byłem ciekawy tego człowieka i jego historii. Czytając wiedziałem, że mam do czynienia z interesującą i dobrą, a zarazem ironiczną historią. Potem poprosiłem o scenariusz filmu. Wreszcie spotkaliśmy się z Bradley’em i od niego dostałem potwierdzenie, że mam wyreżyserować ten film. Tak to wyglądało w moim przypadku.

Kiedy pracowaliście nad filmem, mieliście okazję spotkać się z Chrisem i jego żoną Tayą. Jaki to miało wpływ na Waszą pracę? Czego nowego dowiedzieliście się o nim poza tym, co już wcześniej opisane zostało w książce Chrisa?

BRADLEY COOPER:  Nie chcę mówić za Clinta, ale mam poczucie, że więcej wnieśliśmy do filmu dzięki spotkaniom z Chrisem i Tayą niż korzystając tylko z książki. To było coś więcej niż tylko weekend spędzony w jego domu w Texasie, z żoną, dziećmi, jego bratem oraz rodzicami. Spędziliśmy razem także czas, który przypadał w rocznicę jego śmierci. To był bardzo trudny moment dla wszystkich. Dzięki tym spotkaniom mogliśmy wiele wnieść do filmu.

CLINT EASTWOOD:  Tak, to było bardzo trudne. Szczególnie wtedy, gdy spotkaliśmy się z Tayą w rocznicę śmierci jej męża. Ale mieliśmy wtedy możliwość, aby porozmawiać szczerze o tym, co się wydarzyło.

BRADLEY COOPER:  Książka nigdy nie da twórcom filmu tak wiele, jak spotkanie z człowiekiem. Kiedy możesz zobaczyć na własne oczy, jak wygląda życie tej rodziny, w domu, w którym żył Chris, to dostajesz tysiąc razy więcej informacji niż te, które są zawarte w książce. Możesz dotrzeć do miejsc związanych z postacią, usiąść chociażby przy tym samym stole w jadalni czy na kanapie. Byliśmy w komfortowej sytuacji, mając tak dużo materiałów źródłowych m.in. filmy, wywiady, jakich udzielił Chris, zdjęcia czy emaile. Taya bardzo nam pomogła, pozwoliła zajrzeć do ich prywatnego życia. Wiele scen pojawiło się w filmie dzięki temu, że mieliśmy okazję spędzić trochę czasu w ich domu w Texasie, gdzie usłyszeliśmy, jak wyglądała historia ich związku.

CLINT EASTWOOD: Było to dla nas niezwykle ważne, aby do roli żony Chrisa znaleźć aktorkę, która nie tylko będzie do niej podobna, ale będzie osobą o podobnym charakterze. Sienna [Miller] wykonała świetna robotę, grając postać Tayi. Co było zaskakujące – ma znakomity amerykański akcent, nie rozpoznałbyś, że jest Brytyjką.

Czy było dla Was istotne, aby uzyskać prawdę na ekranie, w oparciu o to, co faktycznie przeżył Chris?

BRADLEY COOPER: Film opiera się na materiale źródłowym, jakim jest książka Chrisa – „Snajper. Historia najniebezpieczniejszego snajpera w dziejach amerykańskiej armii”. W oparciu o nią Jason Hall napisał scenariusz, który niezależnie od siebie przeczytaliśmy z Clintem; takie były początki tego filmu.

CLINT EASTWOOD: W przypadku niektórych wydarzeń z udziałem różnych osób, które uczestniczyły w nich razem z Chrisem polegaliśmy na opiniach, że tak to mogło wyglądać.
Były też inne sekwencje, które kręciliśmy, i mogły dodatkowo zostać wprowadzone do filmu. Ale ostatecznie zdecydowaliśmy się tylko na to, co uważaliśmy z prawdziwe lub to, co potwierdził nam Chris.

Co Waszym zdaniem sprawiło, że Chris zdecydował się na udział w tym absolutnie ekstremalnym doświadczeniu, jakim był udział misjach w Iraku?

BRADLEY COOPER: W filmie Chris mówi do Tayi w barze: Oddaje moje życie ojczyźnie. Chcę jej służyć. Dla niego to nie były puste słowa. On chciał tak żyć. Chciał być kowbojem i żołnierzem. Żył w ten sposób odkąd był dzieciakiem, opiekował się młodszym bratem, dorastał, aby stać się takim go znamy i widzimy w filmie. To nie czyni z niego męczennika, ani kogoś więcej niż zwykłego człowieka, ale on naprawdę taki był.

CLINT EASTWOOD: Chciał się opiekować innymi, lubił dowodzić. Sądzę, że czuł, że to jego powołanie. On ciężko pracował, aby stać się wielkim żołnierzem Navy SEALs. Ci goście są naprawdę solidnymi obywatelami, służą tak długo jak są w formie fizycznej, ale muszą mieć też dużą wytrzymałość psychiczną. Czterokrotnie wrócał z misji w Iraku do domu. Stracił tam ludzi i chciał ich pomścić, czuł, że powinien zakończyć to, co tam rozpoczął, dlatego wracał.

eastwood2
W jaki sposób doświadczenie wojenne wpłynęło na jego dalsze życie?

BRADLEY COOPER: Chris honorowo odszedł z wojska. Dla niego hasło „Bóg, Rodzina, Ojczyzna” tak naprawdę brzmiało: „Bóg, Ojczyzna, Rodzina”. Rodzina była na ostatnim miejscu, chciał to zmienić po odejściu z armii. W przypadku żołnierzy Navy SEALs ponad 90 procent małżeństw rozpada się, Chris nie chciał, aby to dotknęło także jego rodzinę. Dokonał świadomego wyboru i umieścił ją na pierwszym planie.
Kiedy wrócił do domu, to nie była dla niego łatwa zmiana, ponieważ był ciągle w stanie gotowości, aby walczyć. Znalazł jednak inny sposób, aby służyć innym poprzez pomoc weteranom wojennym. Dał im ponownie do ręki broń tak, aby poradzili sobie z demonami przeszłości. Wiedział, że broń ma dla nich znaczenie terapeutyczne. Dzięki temu nie tylko zabierał ich na strzelnicę na ranczo, ale mógł z nimi także rozmawiać, wysłuchiwał ich historii i dzielił się własnym doświadczeniem.

CLINT EASTWOOD:  To było jak sport, który sam stworzył. Swoiste sportowe ćwiczenie. Oni mówili przecież tym samym językiem. W grupie Chrisa nie było cywilów – byli tylko weterani, którzy przeżyli, to co on. Część z nich w wyniku wojny straciła nogi czy ręce. Pomagał im przez to przejść, był wsparciem w rozwiązywaniu problemów psychicznych. Zakończenie tej historii jednak było smutne, ponieważ niestety spełniły się słowa, że „dobry uczynek nie ujdzie na sucho”. Starał się jednak zrobić wszystko, aby pomóc tym ludziom.

BRADLEY COOPER:  W filmie jest taka scena między Chrisem a żołnierzem – weteranem, który ucierpiał na wojnie. To autentyczny żołnierz, który z nim walczył.

CLINT EASTWOOD: Wszyscy, którym pomagał w tej scenie, poza jednym aktorem, są weteranami i znają całą historię. Bradley rozmawiał z nimi – o tym, kim są, jak odnoszą się do historii, którą chcemy pokazać, co sądzą o wojnie. Usłyszeliśmy od nich różne opinie. Nie sądzę jednak, żeby którykolwiek z nich miał wielki żal, wręcz przeciwnie.

Clint, z jakimi wyzwaniami zmierzyłeś się robiąc ten film?

CLINT EASTWOOD:  Robiłem już wcześniej filmy wojenne, były wspaniałe. Ten jednak jest inny – łączy wątki wojenne z prywatnym życie Chrisa i jego rodziny. Jest taki moment w filmie, kiedy Chris wraca do kraju nie mówiąc o tym żonie. Siedzi gdzieś w barze, próbując zebrać myśli. Czułem, że pokazujemy ten moment, kiedy on już jest poza służbą, ale jednocześnie nie może jeszcze tego wszystkiego sobie uporządkować, to było bardzo interesujące. Zależało nam na oddaniu istoty tej sytuacji.

Bradley, jak wyglądały Twoje przygotowania do roli Chrisa Kyle’a? Czy uczestniczyłeś w intensywnym treningu snajperskim lub pracowałeś nad odpowiednim sposobem przedstawienia tej postaci?

BRADLEY COOPER: Otrzymałem ogromne wsparcie od Kevina Lacza, który zagrał w filmie siebie samego. On i Chris służyli razem podczas trzeciej zmiany w Iraku. Clint dał mi czas, abym nauczył się strzelać z prawdziwej amunicji m.in. z Rickiem Wallacem, który trenował Chrisa. Zrobiliśmy ogromną ilość ćwiczeń, ale ze ślepymi nabojami. Nic jednak nie zastąpi sytuacji, kiedy posługujesz się prawdziwymi nabojami. To było bezcenne doświadczenie, trafić do celu z odległości 600 jardów. Następnie dotarliśmy do Maroka na dalsze zdjęcia do filmu. Miałem tam sceny, kiedy celuję z karabinu snajperskiego. Wtedy, kiedy rzeczywiście widziałem ludzi w celowniku, i miałem wykonać strzał, poczułem ogromną różnicę w tym, w jaki sposób chcę to pokazać na ekranie.

Jak wyglądały zdjęcia do filmu kręcone w Maroku?

CLINT EASTWOOD: Jestem z nich bardzo zadowolony. Było oczywiście inaczej niż można się spodziewać, bo byliśmy w Rabacie, który jest stolicą kraju. Położony jest na krańcu Afryki, naprzeciwko Hiszpanii. Przypomina mi Kalifornię. Jest tam wiele drzew eukaliptusowych, i to bardzo zielonych. Dzielnice są jednak bardzo podobne do tych w Faludży, podobnie jak architektura budynków i otoczenie.

BRADLEY COOPER: To było bardzo miłe doświadczenie dotrzeć tam po raz pierwszy. W tym kraju jest cos takiego, że możesz podróżować razem i potem spotkać się w tym samym hotelu. To było świetne dla aktorów grających żołnierzy Navy SEALs. Sprawiło, że zintegrowaliśmy się ze sobą, także przez to, że byliśmy w miejscu poza domem. Pozwoliło nam to stworzyć wyobrażenie sytuacji, kiedy przebywasz poza swoim krajem. Byliśmy w Maroku, nie w Kalifornii, dzięki temu wiele zyskaliśmy.

Opowiedz o tym jak wyglądała Wasza współpraca na planie „Snajpera”.

BRADLEY COOPER: Clint jest dla mnie jednym z powodów, dla których zdecydowałem się, aby zostać aktorem. Prawda jest taka, że kiedy dorastałem marzyłem tylko o tym, aby zagrać kiedyś z dwoma niesamowitymi aktorami:  Robertem De Niro i Clintem Eastwoodem. To marzenie się spełniło. Robienie filmu z Clintem dało mi dużo radości i satysfakcji, to było niesamowite doświadczenie.

Clint, jak układała się Twoja współpraca z Bradley’em?

CLINT EASTWOOD: Podziwiam go i głosowałem za jego nominacją do Oscara. Myślę, że zdecydowanie jest teraz na czele najciekawszych aktorów w swoim pokoleniu. Zaczynał swoją karierę od komedii i był w tym świetny. Uważam, że ludzie, którzy mają talent komediowy jednocześnie są znakomitymi aktorami dramatycznymi. Oni mają większe możliwości aktorskie niż inni. Nie miałem jednak wcześniej możliwości, aby z nim pracować, aż do czasu „Snajpera”. W tym przypadku to przecież on do mnie zadzwonił, aby zaprosić mnie do tego projektu.
Bradley jest wspaniałym facetem. On jest bardzo skoncentrowany na tym, co robi i ma duży szacunek do swojej pracy. To znaczy, że może się dobrze bawić, ale nigdy nie przestaje myśleć o pracy. Możesz chcieć z nim porozmawiać na temat filmu np. o północy i nie powie Ci: „Oddzwonię rano”.  On od razu się tym zajmie. Oczywiście nigdy czegoś takiego nie próbowałem. Jestem jednak pewien, że gdyby doszło do takiej sytuacji, on właśnie w ten sposób by postąpił.

Czy mieliście okazję podczas zdjęć w Rabacie odpocząć na moment od pracy?

CLINT EASTWOOD:  Oczywiście, Rabat to piękne miasto z uroczymi restauracjami. Mają też świetne siłownie, z których korzystała część ekipy. To bardzo interesujące miejsce, stolica Maroko. Jednocześnie jest to dosyć spokojne miasto.

BRADLEY COOPER:  Zgadzam się z tym, co powiedział Clint. To niezwykła sytuacja, gdy masz szansę, aby robić film z kimś takim jak on. Clint pracuje z niezwykłą łatwością. Być może jest to jeden z jego wielu talentów, ale potrafił sprawić, że każdy na planie czuł się komfortowo, a następnie wydobył z nas to co najlepsze. To robi na mnie naprawdę duże wrażenie. Każdego dnia na planie „Snajpera” czułem się całkowicie bezpiecznie i komfortowo, co jest niezwykle ważne dla aktora.

Bradley, czy przyjmując rolę Chrisa Kyle’a, wziąłeś na siebie pewne ryzyko jako aktor?

BRADLEY COOPER: Moim głównym zadaniem była praca nad wagą i głosem. Ciągle zastanawiałem się, czy jestem już odpowiednio dobrze przygotowany do tej roli. Kiedy zobaczyłem pierwsze fragmenty filmu, dosłownie wyglądałem jakby ktoś mnie napompował. Gdybym przytył jeszcze bardziej, bylibyśmy już tylko o krok od farsy [śmiech].

CLINT EASTWOOD: Otóż wyglądał jak postać z kreskówki – Johnny Bravo. [śmiech]

BRADLEY COOPER: Bardzo śmieszne.

CLINT EASTWOOD: Bradley jadł praktycznie przez cały czas zdjęć do filmu. Nigdy nie widziałam go bez czegoś do jedzenia w ręku – batonika czy jakiegoś koktajlu. Wiedziałem dokładnie, co robi, bo starałem się także przybrać na wadze dla niektórych ról. Jeśli twój organizm ciężko przystosowuje się do takiej zmiany, musisz nad tym regularnie pracować przez całą dobę.
Bradley właśnie tak robił. Myślę, że w ostatnim dniu pewnie z ulgą stwierdził: „Dzięki Bogu, nie muszę już więcej jeść.”
[śmiech]

Jakich reakcji widzów po obejrzeniu filmu spodziewaliście się?

CLINT EASTWOOD: Zakładaliśmy, że widzowie będą ciekawi historii człowieka, który jak to zostało udokumentowane zastrzelił 160 osób, tego w jaki sposób sobie z tym radził, jak ułożył swoje życie po powrocie z Iraku. Ludzie nie zastanawiają się nad tym, jak wygląda życie rodzinne żołnierzy, co robią po godzinach, czy mają czas na wyjście z kumplami do baru. Chris właśnie w takiej sytuacji spotyka dziewczynę i natychmiast zakochuje się w niej, to bardzo ważna część historii.
Film nie jest pochwałą wojny. W rzeczywistości, myślę, że w pewnych aspektach jest to obraz antywojenny. Żołnierze oddają ojczyźnie swój czas i wysiłek, a biorą udział w wojnach, które nie są do wygrania. Jest wiele aspektów w tej historii, które nie są oczywiste dla widzów. Oczywiście można tu zobaczyć sceny ze strzelaniem i tym wszystkim, co się wiąże z wojną, ale to jest coś więcej niż tylko film wojenny. Czytałem komentarze widzów, które potwierdziły moje przypuszczenia. To jest podobna sytuacja jak z oglądaniem westernów, one także opowiadają przecież o czymś więcej, niż tylko o strzelaninach.
BRADLEY COOPER:  Zgadzam się z Clintem, ten film jest zdecydowanie czymś więcej. Tak naprawdę to studium postaci, a wojna jest tu tylko częścią historii. Clint doskonale radzi sobie z przedstawianiem skomplikowanych postaci. Wystarczy obejrzeć „Listy z Iwo Jimy” czy „Bez przebaczenia” – te filmy to znakomite studium postaci. Podobnie jest w przypadku „Snajpera”. Pracowaliśmy nad tym filmem starając się, aby był jak najbardziej prawdziwy. Zdjęcia powstawały w surowy sposób.
W tej historii nie ma żadnych ozdobników. Pracowaliśmy nad tym, aby powstał obraz zgodny z prawdą i wiarygodny. Mam nadzieję, że jeśli obejrzy go weteran wojenny i odniesie się do tego, co zobaczył, być może poczuje, że nie jest sam w swojej sytuacji. Jeśli film trafi do ludzi, którzy mają podobne przeżycia, to będzie rewelacyjne. Tak jak już powiedział Clint liczymy, że film dotrze także do ludzi, którzy nie są zaznajomieni z tym, jak wygląda życie żołnierzy. Może sprawić, że będą mieć więcej szacunku dla ich poświęcenia zarówno w walce jak i w codziennym życiu. Jeśli do tego dojdzie będziemy mieć poczucie, że nasz cel został zrealizowany.